HISTORIA NASZEJ SZKOŁY

skocz do:
   "Droga do szkoły"

   Przeczytane w gazetce „PROCA SZKOLNA"
   „DOOKOŁA ŚWIATA PO ZIEMI BYDGOSKIEJ”
   "FILATELIŚCI"

Początki...

W 1960 roku Miejska Rada Narodowa w Bydgoszczy postanowiła rozbudować osiedle zakładowe „Zachem”
i utworzyć duży kompleks osiedla mieszkaniowego „Kapuściska”. Po drugiej stronie ulicy Sandomierskiej (obecnie ul. Planu Sześcioletniego) zaplanowano zabudowę wysokościową pod nazwą KAP 2,
a naprzeciwko obu części osiedla od ul. Władysława Bełzy (obecnie Wojska Polskiego) miały powstać bloki
4-piętrowe, będące kanałem lotniczym
w kierunku lotniska - nazwano je KAP 3, przewidując w niej również szpital
i zakłady użytkowo – przemysłowe.

... zdjęcia ze starego albumu ...

W 1961 na planach KAP 3 na skraju lasku i zespołu niskich obiektów mieszkalnych oraz ogródków działkowych wraz altanami – pojawiła się szkoła
z adresem ul. Samotna 7. Skoro ujęto w planie budynek szkoły, Wydział Oświaty i Wychowania MRN w Bydgoszczy postanowił powołać szkołę podstawową, nadając jej numerację „46”.W 1962 roku wydano decyzję
o powierzeniu organizacji nowej placówki oświatowej – kierownictwu szkoły
o numerze 28. (w tej części osiedla nominalnie była jeszcze jedna Szkoła Podstawowa nr 49, ale w tym budynku umieściło się V Liceum Ogólnokształcące). Ówczesny kierownik SP. 28 Antoni Goliński zaproponował powołanie stanowiska „organizatora nowej szkoły”
i powierzenia jej zastępcy kierownika SP. 28 Aleksandrowi Janiszewskiemu. Jego zadaniem było dokonanie zakupu mebli, wyposażenia pracowni i wszelkich innych urządzeń niezbędnych do funkcjonowania szkoły oraz zmagazynowanie zakupów w pomieszczeniach SP. 28, do czasu oddania obiektu do użytku publicznego. Dokonywano tego na strychu, a z czasem przybywania przedmiotów – jeszcze dodatkowo
w dwóch pomieszczeniach klasowych.

W 1963 roku A. Janiszewski był również odpowiedzialny za nadzór budowlany, kontrolę właściwości wykończenia obiektu i terminowego oddanie do użytku. Panu Janiszewskiemu powierzono też przygotowanie nowego roku szkolnego
w SP. 46. Ostatecznie w marcu 1963 roku otrzymał nominację na funkcję kierownika tej szkoły. Wobec tego przeprowadził rekrutację uczniów
z przepełnionych sąsiedzkich szkół nr 28 i 48 przy ul. Janka Krasickiego (obecnie ul. Baczyńskiego) oraz nr 25 przy ul. Władysława Bełzy 2 (obecnie tam mieści się Kujawsko – Pomorska Szkoła Wyższa). Skompletował także zespół nauczycielski i personel obsługi.

Pod przewodnictwem kierownika szkoły Aleksandra Janiszewskiego
i zastępczyni Haliny Ziomkiewicz nowy rok szkolny 1963/64 rozpoczął się
w wstępnie urządzonym nowym budynku szkolnym. Jednak po kilku miesiącach, na skutek negatywnych opinii ze strony rodziców i nadzoru pedagogicznego – Wydział Oświaty i Wychowania MRN w Bydgoszczy postanowił dokonać zmiany kierownika szkoły.

W lutym 1964 roku inspektor szkolna pani Markowska przeprowadziła ze mną rozmowę, proponując objęcie kierownictwa szkoły na Kapuściskach. (Wówczas byłem zastępcą kierownika Szkoły Podstawowej nr 8 przy placu Bernardyńskim). Następnie kierownik Wydziału Oświaty i Wychowania inspektor Mieczysław Majdziński zaprosił mnie do siebie i oficjalnie ponowił tę propozycję, konkretyzując prośbę o przyjęcie kierownictwa SP. nr 46.
Nie od razu wyraziłem zgodę, chciałem poznać moje ewentualne nowe miejsce pracy.

Nigdy nie byłem na Kapuściskach, pojechałem na rekonesans i zastałem nie otynkowany budynek z wielkiej płyty, bez ogrodzenia,- stojący w polu, przed głównym wejście do budynku szkoły – pole orne i zamieszkałe chatki wiejskie, - dojście do szkoły od lasku, pomiędzy altankami likwidowanych ogródków
i przez podwórka kilku zabudowań gospodarskich,- bez boiska i terenów rekreacyjnych, budowla sali gimnastycznej na ukończeniu,- woźny mieszka kątem w części piwnicznej szkoły, gdzie projekt budowy przewiduje szatnię uczniowską,- miejsce na budynek mieszkalny dla woźnego i kierownika szkoły – wytyczone, ale w planie za 2 lata.

Według planów budowlanych zorientowałem się, że jest to jeden z pięciu budynków szkolnych, które rozstawiono
w skrajnych dzielnicach miasta jako miejsce ewakuacyjne w razie zagrożenia wojennego (W latach 1959 – 1960 – 1961 w Bydgoszczy na peryferiach miasta były one częścią ówczesnej polityki "zimnej wojny" i przygotowań do walki z imperializmem – szybko można by je przemienić na tymczasowy pobyt uchodźców lub nawet szpitale polowe - pozostałe do dnia dzisiejszego wgłębienia w drzwiach do każdej sali lekcyjnej pozwalają na szybki montaż drzwi wahadłowych). Po tych obserwacjach
i rozmowach z woźnym Czesławem Maciejewskim oraz oddzielnie z panią Haliną Ziomkiewicz (zastępcą kierownika szkoły) miałem duże wątpliwości, czy przyjąć propozycję
i w przyszłości stać się obok kierowania szkołą – budowniczym
i ewentualnie nawet komisarzem obiektu wojennego !

Owe wątpliwości przedstawiłem mojemu kierownikowi SP. 8 Stanisławowi Lisewskiemu (przedwojennemu nauczycielowi). Ten gorąco mnie namawiał
i przekonywał, że jest to szansa usamodzielnienia się, rozpoczęcia drogi awansu, a wojny nie będzie!
Po konsultacjach domowych zgodziłem się, chociaż zdawałem sobie sprawę, że przede mną:

- godzinny dojazd do pracy (mieszkałem na Osiedlu Leśnym naprzeciw obecnego stadionu „Zawisza”) - dojazd tramwajem nr 10 do Babiej Wsi, tam przesiadka na tramwaj nr 8 z podjazdem na Kapuściska (1 tor – długie oczekiwanie),

Poniżej linia tramwajowa między dzisiejszymi ulicami:
Toruńską, a Wojska Polskiego

- starania o przyspieszenie budowy sali gimnastycznej, a zwłaszcza budynku mieszkalnego (by jak najszybciej opróżnić część piwniczną na szatnię),

- przeprowadzenie istniejących jeszcze zabudowań, aby móc zorganizować budowę boiska szkolnego - doprowadzenie do ogrodzenia szkoły i wytyczenia drogi,

- organizacja dojścia do szkoły od strony głównej ulicy, bo szkoła wówczas miałaby adres ul. Władysława Bełzy 82 (gdyż ul. Samotną stopniowo likwidowano),

- podjęcie próby zniwelowania negatywnych opinii o szkole ze strony rodziców
i społeczności osiedlowej,

- zjednanie sobie grona nauczycielskiego (wśród nich było dwóch chętnych na funkcję kierownika, a mianowano kogoś z zewnątrz).

3 marca 1964 roku protokólarnie przejąłem szkołę z licznymi brakami.

I to zdjęcie wykonane właśnie w dniu 3 marca.

Udało się ! Przez okres mojego kierowania szkołą wiele się zmieniło: ukończono wszelkie budowy, wytyczono drogi, powstały boiska i tereny rekreacyjne, nadano szkole imię.




Obok jedna z pierwszych klas naszej szkoły.

... ale to już zupełnie inny temat ...

Mieczysław Hojan










  ___________________________________________________________________________________
 
"Droga do szkoły"

„DOOKOŁA ŚWIATA PO ZIEMI BYDGOSKIEJ”

Minęło już wiele czasu, kiedy oficjalnie pożegnałem Szkołę Podstawową nr 46 w Bydgoszczy. Jednak raz po raz wspominam niektóre tu przeżyte chwile. Oto kilka z tych wspominanych wydarzeń sprzed około czterdziestu lat:

Zespół szkolny na rajdzie
„DOOKOŁA ŚWIATA PO ZIEMI BYDGOSKIEJ”

Wśród sojuszników szkoły znalazło się również TOWARZYSTWO PRZYJACIÓŁ DZIECI. Zaczęło się od założenia koła środowiskowego TPD przy szkole. Kołem kierował bibliotekarz szkolny pan Białoń, który kiedyś na zebraniu miejskim pochwalił się, że szkoła ma dobry chór. Na skutek tego Zarząd Okręgowy TPD zwrócił się do mnie
z prośbą o utworzenie zespołu wokalnego, którego działalność TPD sfinansuje, w zamian za to od czasu do czasu dzieci będą występowały na imprezach tepedowskich. Po miesiącu zespól już istniał, dziewczęta ubrano w ciemnozielone sukienki, żółte chusty i emblematy TPD. Zespół prowadziła nauczycielka muzyki pani Nowakowska (Lewandowska)
W repertuarze znalazły się piosenki dziecięce, ludowe i patriotyczne oraz ówcześnie popularne pozycje zespołów „Filipinki” i „Gawęda”.

W roku 1965 z okazji Międzynarodowego Dnia Dziecka TPD wspólnie
z harcerstwem zorganizowało atrakcyjną imprezę dzieci z miasta dla dzieci wsi.
29 maja, kiedy zaszło już słońce i mrok krył sąsiednie jezioro, kilka zespołów zasiadło przy ognisku, które zapłonęło wśród ruin zamczyska Wenecji koło Żnina. Tu rozpoczęła się impreza na którą zaproszono
i nasz zespół wokalny – 9 dziewcząt, pani nauczycielka prowadząca
i ja (którego wyznaczono do współorganizacji całego przedsięwzięcia.).
Po biwakowej atrakcji pod namiotami, następnego dnia zespoły ruszyły na trzy trasy, odwiedzając po drodze młodych mieszkańców pałuckich miejscowości o niezwykłych nazwach. Nam przypadły występy w Rzymie, Tokio
i Paryżu – wszystko w zasięgu trzech powiatów naszego województwa. (Były też inne miejscowości jak Ameryka, Bagdad i tp, myśmy tam nie dotarli). Jeżdżąc naszym busem, oprócz wyznaczonych miejsc, zatrzymywaliśmy się
w niektórych w szkołach = w Gąsawie, Rogowie i Rynarzewie. Tam także śpiewaliśmy.
Wszędzie na nas czekały nie tylko dzieci, ale też młodzież i dorośli mieszkańcy, którzy chętnie przedstawiali nam życie i legendy owych małych miejscowości o światowych nazwach. Tak to nasz szkolny zespół w ciągu trzech dni odbył podróż bez wiz i paszportów, marząc
o odwiedzeniu kiedyś tych głośnych stolic. Wieczorami namioty rozbrzmiewały rozmowami naszych dziewcząt,
które odkrywały swoje fantazje, jak czułyby się w prawdziwym Rzymie lub Paryżu.
Dla nas wszystkich : uczniów i nauczycieli, owe wędrówki były wspaniałą przygodą, dostarczały wiele rozrywki i przyjemnych wrażeń.
W dwa dni po powrocie, nasz zespół zaprosił przewodniczący Prezydium WRN (wojewoda) na uroczyste przyjęcie, podczas którego zebranym władzom wojewódzkim mogliśmy zaprezentować najciekawsze pozycje naszego programu artystycznego. Stamtąd przywieźliśmy dla szkoły
i każdej wykonawczyni miłe pamiątki.

Mieczysław Hojanwspominam niektóre tu przeżyte chwile. Oto kilka z tych wspominanych wydarzeń sprzed około czterdziestu lat:

Budynek Szkoły Podstawowej nr 46 był jednym z pierwszych, początkujących trzecią część osiedla Kapuściska.
Gdy pod lasem wybudowano szkołę, między nią o główną ulicą rosło zboże. Z jednego i drugiego boku szkoły były ścieżki, stanowiące równocześnie miedzę pomiędzy poszczególnymi właścicielami.
Ale czyżby koniecznie trzeba było chodzić tylko wyznaczonymi drogami? Uczniowie, którzy co dopiero zamieszkali po drugiej stronie ulicy, lubili sobie skracać drogę – zwłaszcza gdy w oddali właśnie usłyszeli dzwonek na lekcję. Przecież zimą to była tylko połać zaśnieżonej ziemi. A, że tam jesienią gospodarz coś już zasiał i wdeptywało się ziarno niszcząc czyjąś własność – to tylko właściciela obchodziło.
Łatwo się domyśleć, że raz po raz w kierownictwie szkoły i u nauczycieli interweniowali poszkodowani. Odbywały się specjalne apele szkolne, podczas których tłumaczono, prosili też gospodarze, ale po jakimś czasie znów afera – wydeptano ścieżkę na samym środku pola.
Tak to było przez około półtora roku, aż wreszcie po moich interwencjach władze miasta zaczęły wykupywać okoliczne tereny
i powoli niektóre chatki opustoszały lub były rozbierane. Rok szkolny 1964 / 65 rozpoczęliśmy już z wolnym widokiem na główną ulicę. Ale szybko słoty jesienne przekonały mnie, że to nie koniec problemu „drogi do szkoły”. – po prostu jej nie było. Już po drobnym deszczu mieliśmy dużą przestrzeń błota przed szkołą – grzęzawisko. Chociaż pilnowali dyżurni, by ci z obłoconymi butami je dokładnie oczyszczali i tak wciąż korytarze szkolne wymagały ciągłego zamiatania i nie tylko.
Z czasem udało się pozyskać z „Zachemu” żużel poprodukcyjny. Nawieziono go zwały środkiem pola, a uczniowie wraz rodzicami rozsypali, przygotowując utwardzoną drogę. Jeszcze budowlani przysłali walec, który wygładził pas mający stanowić „drogę do szkoły”. Dawniejsza pulchna ziemia orna szybko wchłaniała codziennie udeptywaną drogę. Zimę jakoś przeżyliśmy, ale błocko wiosennych roztopów dało się znów we znaki szkolnym podłogom. Wielokrotnie prosiłem u władz miasta i osiedla o przyspieszenie utwardzenia dojścia do szkoły. Aż wreszcie pewnego dnia zapowiedział się z wizyta u nas inspektor szkolny - właśnie sączył deszczyk, samochód trzeba było zostawić przy głównej ulicy i przemaszerować owe kilkanaście metrów naszą „drogą do szkoły”.
Skutek piorunujący ! Po kilku dniach było u mnie dwóch inżynierów, uzgadniali co najpilniejsze, jak ułatwić dzieciom docieranie suchą nogą do szkoły. Co prawda, nim wykonano ostateczną robotę, jeszcze jakiś czas trwały przygotowania, zwożenie materiałów – ale wiedzieliśmy, że już tuż tuż i będzie można było godziwie przejść.
Od tamtego czasu jeszcze dwukrotnie zmieniano koncepcję zagospodarowania przestrzeni przed szkołą w kierunku głównej ulicy, ale pierwszą „drogę do szkoły” zbudowano, gdy przedstawiciel władz miasta pobrudził sobie lakierki.

Mieczysław Hojan
  ___________________________________________________________________________________
 
Przeczytane w gazetce „PROCA SZKOLNA"

Minęło już wiele czasu, kiedy oficjalnie pożegnałem Szkołę Podstawową nr 46 w Bydgoszczy. Jednak raz po raz wspominam niektóre tu przeżyte chwile. Oto kilka z tych wspominanych wydarzeń sprzed około czterdziestu lat:

Po pół roku istnienia nowej szkoły klasowe samorządy uczniowskie wyłoniły samorząd ogólnoszkolny. Niestety nie mogę sobie przypomnieć która z pań nauczycielek została jego opiekunką, chociaż działo to się już z moim udziałem. Ale na pewno była to bardzo energiczna i zaangażowana osoba. W marcu 1964 r. na bocznej ścianie holu na I. piętrze pojawila się duża tablica, a na jej połowie gazetka ścienna zatytułowana „PROCA SZKOLNA”. Po prostu dużymi literami przypięty tytuł, a pod nim estetycznie porozwieszane kartki z ładnie wypisanymi tekstami.
Teksty wymieniały się dość często, a właściwie wciąż coś tam zmieniano, dowieszano. Gruntowna wymiana tekstów następowała co 2 tygodnie. Oto niektóre informacje, z którymi „Proca szkolna” docierała do społeczności uczniowskiej, a ja sobie przypomniałem :
1) Po roku działania szkoły ciągle jeszcze uzupełniano inwestycje,
a oficjalne wykonanie infrastruktury otoczenia szkoły po prostu skreślono z planu. Jednak uczniowie i nauczyciele, jak i rodzice chcieli, by wokół szkoły było ładnie. Toteż Rada Pedagogiczna wspólnie z Komitetem Rodzicielskim zaapelowali do uczniów, by razem przeprowadzić prace porządkowe.
Budowlani swoim sprzętem wykopali duży dół, na wysokości dzisiejszych garaży powstał dość rozległy lej.
Po lekcjach do niego znoszono
i wrzucano porozbijane płyty budowlane, szereg worków z stwardniałym cementem, najróżniejsze inne przedmioty leżące w obrębie szkoły. Redaktorzy „Proce szkolnej”, uczestnicząc czynnie w pracach, dokonywali dogłębnych obserwacji. Toteż w czasie akcji porządkowej codziennie pojawiały się notatki z pochwałami, ale i upomnienia
w stosunku do tych, którzy się nie kwapili lub ociągali się w pracach. Gdy organizatorzy uznali prace za zakończoną, w „Procy” znalazły się nawet zdjęcia „najpilniejszych pracusiów”.
2) Gdy zniknął bałagan wokół szkoły – harcerze na łamach „Procy szkolnej” zwrócili się z wezwaniem do wszystkich uczniów : „Zazielenimy otoczenie naszej szkoły !” Panie nauczycielki, prowadzące drużyny harcerskie druhny Rejmanowska i Liśkiewicz postarały się
o sadzonki w pobliskim leśnictwie.
Dla porządku organizacyjnego w „Procy szkolnej” ogłoszono kolejność podjęcia prac. Przy nadzorze leśniczego
i nauczycieli wzdłuż nowo postawionego ogrodzenia jesienią wysadzono krzewy, a następnie wiosną - drzewa. „Proca” przestawiała zdjęciach najpilniejszych „sadowników”. A, że było co chwalić – można się dzisiaj przekonać, wszak dowodem są dorodne krzewy i drzewa okalające szkołę.
3) Z inicjatywy nauczyciela wf pana Łukomskiego w ramach „Procy szkolnej” wytyczono kącik sportowy. Tam propagowano wszystkie możliwe zawody sportowe, w których nasi uczniowie mogliby uczestniczyć. Oczywiście pojawiały się relacje z przebiegu tych imprez,
a zwłaszcza prezentowano nasze szkolne sukcesy. Obszernie opisano
w 1964 r. nasze III miejsce w Bydgoszczy w zawodach łyżwiarskich
o „Złoty krążek”, a w 1965 r. masowe zdobywanie odznaki „Już pływam”. Niewątpliwie dumni byli ci, którzy zobaczyli siebie na zdjęciach w gazetce szkolnej.
Powodzenie „Procy szkolnej” było tak duże, że samorządy szkolne domagały się opracowania powielanej gazetki szkolnej – chociaż po
1 egzemplarzu dla każdej klasy. Niestety papier był wówczas reglamentowany
i nic z tego nie wyszło. Nadal trzeba było „sterczeć” na holu i próbować doczytać się podczas przerw lub po lekcjach.

Mieczysław Hojan
  ___________________________________________________________________________________
 
„DOOKOŁA ŚWIATA PO ZIEMI BYDGOSKIEJ”

Minęło już wiele czasu, kiedy oficjalnie pożegnałem Szkołę Podstawową nr 46 w Bydgoszczy. Jednak raz po raz wspominam niektóre tu przeżyte chwile. Oto kilka z tych wspominanych wydarzeń sprzed około czterdziestu lat:

Zespół szkolny na rajdzie
„DOOKOŁA ŚWIATA PO ZIEMI BYDGOSKIEJ”

Wśród sojuszników szkoły znalazło się również TOWARZYSTWO PRZYJACIÓŁ DZIECI. Zaczęło się od założenia koła środowiskowego TPD przy szkole. Kołem kierował bibliotekarz szkolny pan Białoń, który kiedyś na zebraniu miejskim pochwalił się, że szkoła ma dobry chór. Na skutek tego Zarząd Okręgowy TPD zwrócił się do mnie
z prośbą o utworzenie zespołu wokalnego, którego działalność TPD sfinansuje, w zamian za to od czasu do czasu dzieci będą występowały na imprezach tepedowskich. Po miesiącu zespól już istniał, dziewczęta ubrano w ciemnozielone sukienki, żółte chusty i emblematy TPD. Zespół prowadziła nauczycielka muzyki pani Nowakowska (Lewandowska)
W repertuarze znalazły się piosenki dziecięce, ludowe i patriotyczne oraz ówcześnie popularne pozycje zespołów „Filipinki” i „Gawęda”.

W roku 1965 z okazji Międzynarodowego Dnia Dziecka TPD wspólnie
z harcerstwem zorganizowało atrakcyjną imprezę dzieci z miasta dla dzieci wsi.
29 maja, kiedy zaszło już słońce i mrok krył sąsiednie jezioro, kilka zespołów zasiadło przy ognisku, które zapłonęło wśród ruin zamczyska Wenecji koło Żnina. Tu rozpoczęła się impreza na którą zaproszono
i nasz zespół wokalny – 9 dziewcząt, pani nauczycielka prowadząca
i ja (którego wyznaczono do współorganizacji całego przedsięwzięcia.).
Po biwakowej atrakcji pod namiotami, następnego dnia zespoły ruszyły na trzy trasy, odwiedzając po drodze młodych mieszkańców pałuckich miejscowości o niezwykłych nazwach. Nam przypadły występy w Rzymie, Tokio
i Paryżu – wszystko w zasięgu trzech powiatów naszego województwa. (Były też inne miejscowości jak Ameryka, Bagdad i tp, myśmy tam nie dotarli). Jeżdżąc naszym busem, oprócz wyznaczonych miejsc, zatrzymywaliśmy się
w niektórych w szkołach = w Gąsawie, Rogowie i Rynarzewie. Tam także śpiewaliśmy.
Wszędzie na nas czekały nie tylko dzieci, ale też młodzież i dorośli mieszkańcy, którzy chętnie przedstawiali nam życie i legendy owych małych miejscowości o światowych nazwach. Tak to nasz szkolny zespół w ciągu trzech dni odbył podróż bez wiz i paszportów, marząc
o odwiedzeniu kiedyś tych głośnych stolic. Wieczorami namioty rozbrzmiewały rozmowami naszych dziewcząt, które odkrywały swoje fantazje, jak czułyby się w prawdziwym Rzymie lub Paryżu.
Dla nas wszystkich : uczniów i nauczycieli, owe wędrówki były wspaniałą przygodą, dostarczały wiele rozrywki
i przyjemnych wrażeń.
W dwa dni po powrocie, nasz zespół zaprosił przewodniczący Prezydium WRN (wojewoda) na uroczyste przyjęcie, podczas którego zebranym władzom wojewódzkim mogliśmy zaprezentować najciekawsze pozycje naszego programu artystycznego. Stamtąd przywieźliśmy dla szkoły
i każdej wykonawczyni miłe pamiątki.

Mieczysław Hojan
___________________________________________________________________________________
 
FILATELIŚCI

Minęło już wiele czasu, kiedy oficjalnie pożegnałem Szkołę Podstawową nr 46 w Bydgoszczy. Jednak raz po raz wspominam niektóre tu przeżyte chwile. Oto kilka z tych wspominanych wydarzeń sprzed około czterdziestu lat:

W maju 1965 r. podczas obowiązkowych obchodów w szkole „Dni Książki, Oświaty i Kultury” wystawiłem swój zbiór pn.: „Dziecko na znaczkach”. Ekspozycja cieszyła się ogromnym zainteresowaniem. Wobec tego w roku szkolnym 1965/66 zaproponowałem prowadzenie niektórych zajęć w świetlicy szkolnej w oparciu o znaczki pocztowe. Przychodziło sporo uczniów, nawet ci którzy nie byli stałymi uczestnikami zajęć świetlicowych i żywo reagowali na przedstawiane zestawy znaczków. Sami przynosili swoje klasery lub zbiory wklejane do zeszytów.
Po dziewięciu latach przerwy w moich kontaktach ze szkołą nr 46, zwróciłem się do Pani Dyrektor Barbary Wachowskiej z propozycją zorganizowania uczniowskiego koła filatelistycznego w ramach zajęć pozalekcyjnych tej szkoły. Otrzymałem zgodę i przez 6 lat popołudniami przynajmniej raz w tygodniu kółko filatelistyczne spotykało się w wyznaczonym pomieszczeniu.
Zaczęło się od dwunastu chętnych na pierwszym spotkaniu, stopniowo przybywało nam „zbieraczy znaczków i kart pocztowych”. Na kolejnych spotkaniach systematycznie zapoznawali się z walorami filatelistycznymi, emisją znaczków pocztowych i historią znaczka polskiego.
Mieli możliwość nabycia zestawów znaczków polskich i zagranicznych. Wreszcie nauczyli się metody zbierania, zdobywania walorów tematycznych i budowania zbiorów tematycznych. Gdy rozeszła się fama o przygotowywaniu zbiorów na wystawy pozaszkolne, lawinowo przybywało członków koła, które już po roku zarejestrowało się
w Polskim Związku Filatelistycznym i tym samym korzystało z pewnych przywilejów (np. bezpłatne zestawy abonamentowe dla członków, darowane klasery, zachęty do ekspozycji na wystawach w kraju itp.)
Z roku na rok przybywało i ubywało filatelistów. W kole byli początkujący
i zaawansowani. Dla tych pierwszych trzeba było wracać do wstępnych problemów zbieractwa i poprzez gry i zagadki filatelistyczne zwiększać ich umiejętności. Aby „wybitni filateliści” się nie nudzili, dla nich zacząłem organizować oddzielne spotkania. Dyrekcja wyraziła zgodę. Mogliśmy
2 razy w tygodniu odbywać spotkania i nawet znacznie przedłużać pobyt w szkole. Dzięki temu utworzyła się grupka uczniów „zapalonych” filatelistów. To oni z walorów kółka i własnych opracowywali zbiory wystawowe, które eksponowaliśmy na imprezach szkolnych, miejskich
a nawet okręgowych i krajowych. To oni brali udział w festiwalach
i konkursach wiedzy filatelistycznej, zdobywając wyróżnienia i nagrody dla siebie i szkoły.
Podsumowując efekty takiej pracy, chciałbym wymienić nasze zbiory wystawowe, które wyróżniali specjaliści z PZF:

- Z historii Niepodległej Polski ( wraz ze znaczkami przedwojennymi)
- Polska – nasza Ojczyzna (miasta i regiony)
- Dzieje orężem pisane (bitwy, zwycięstwa, bojownicy, dowódcy)
- Bydgoszcz i okolice (znaczki, karty pocztowe, stemple)
- Wśród przyjaciół (organizacje, stowarzyszenia młodzieżowe świata, festiwale, zjazdy)
- O zuchach i harcerzach ZHP ( uzupełnione o znaczki skautowe)
- Nigdy więcej wojny (znaczki różnych krajów o walce o pokój)
- Słynni Polacy na znaczkach (królowie, wodzowie, naukowcy, artyści, nauczyciele ...)
- Świat bajek i fantazji (ilustracje bajek, legend, opowieści)
W co trudno aż uwierzyć, dopiero w czerwcu 1991 roku koło filatelistyczne zakończyło swoją działalność.

Mieczysław Hojan

___________________________________________________________________________________