|
|
| |
HISTORIA NASZEJ SZKOŁY
skocz do:
"Droga do szkoły"
Przeczytane w gazetce „PROCA
SZKOLNA"
„DOOKOŁA ŚWIATA PO ZIEMI
BYDGOSKIEJ”
"FILATELIŚCI"
Początki...
W 1960 roku Miejska Rada Narodowa w Bydgoszczy postanowiła
rozbudować osiedle zakładowe „Zachem”
i utworzyć duży kompleks
osiedla mieszkaniowego „Kapuściska”. Po drugiej stronie ulicy
Sandomierskiej (obecnie ul. Planu Sześcioletniego) zaplanowano
zabudowę wysokościową pod nazwą KAP 2,
a naprzeciwko obu części osiedla od ul. Władysława Bełzy
(obecnie Wojska Polskiego) miały powstać bloki
4-piętrowe,
będące kanałem lotniczym

w kierunku lotniska - nazwano je KAP 3, przewidując w niej
również szpital
i zakłady użytkowo – przemysłowe.
...
zdjęcia ze starego albumu ...
W 1961 na planach KAP 3 na skraju lasku i zespołu niskich
obiektów mieszkalnych oraz ogródków działkowych wraz altanami –
pojawiła się szkoła
z adresem ul. Samotna 7. Skoro ujęto w planie budynek szkoły,
Wydział Oświaty i Wychowania MRN w Bydgoszczy postanowił powołać
szkołę podstawową, nadając jej numerację „46”.W 1962 roku wydano
decyzję
o powierzeniu organizacji nowej placówki oświatowej –
kierownictwu szkoły
o numerze 28. (w tej części osiedla nominalnie była jeszcze
jedna Szkoła Podstawowa nr 49, ale w tym budynku umieściło się V
Liceum Ogólnokształcące). Ówczesny kierownik SP. 28 Antoni
Goliński zaproponował powołanie stanowiska „organizatora nowej
szkoły”
i powierzenia jej zastępcy kierownika SP. 28 Aleksandrowi
Janiszewskiemu. Jego zadaniem było dokonanie zakupu mebli,
wyposażenia pracowni i wszelkich innych urządzeń niezbędnych do
funkcjonowania szkoły oraz zmagazynowanie zakupów w
pomieszczeniach SP. 28, do czasu oddania obiektu do użytku
publicznego. Dokonywano tego na strychu, a z czasem przybywania
przedmiotów – jeszcze dodatkowo
w dwóch pomieszczeniach klasowych.
W 1963 roku A. Janiszewski był również odpowiedzialny za nadzór
budowlany, kontrolę właściwości wykończenia obiektu i
terminowego oddanie do użytku. Panu Janiszewskiemu powierzono
też przygotowanie nowego roku szkolnego
w SP. 46. Ostatecznie w marcu 1963 roku otrzymał nominację na
funkcję kierownika tej szkoły. Wobec tego przeprowadził
rekrutację uczniów
z przepełnionych sąsiedzkich szkół nr 28 i 48 przy ul. Janka
Krasickiego (obecnie ul. Baczyńskiego) oraz nr 25 przy ul.
Władysława Bełzy 2 (obecnie tam mieści się Kujawsko – Pomorska
Szkoła Wyższa). Skompletował także zespół nauczycielski i
personel obsługi.
Pod przewodnictwem kierownika szkoły Aleksandra Janiszewskiego
i zastępczyni Haliny Ziomkiewicz nowy rok szkolny 1963/64
rozpoczął się
w wstępnie urządzonym nowym budynku szkolnym. Jednak po kilku
miesiącach, na skutek negatywnych opinii ze strony rodziców i
nadzoru pedagogicznego – Wydział Oświaty i Wychowania MRN w
Bydgoszczy postanowił dokonać zmiany kierownika szkoły.
W lutym 1964 roku inspektor szkolna pani Markowska
przeprowadziła ze mną rozmowę, proponując objęcie kierownictwa
szkoły na Kapuściskach. (Wówczas byłem zastępcą kierownika
Szkoły Podstawowej nr 8 przy placu Bernardyńskim). Następnie
kierownik Wydziału Oświaty i Wychowania inspektor Mieczysław
Majdziński zaprosił mnie do siebie i oficjalnie ponowił tę
propozycję, konkretyzując prośbę o przyjęcie kierownictwa SP. nr
46.
Nie od razu wyraziłem zgodę, chciałem poznać moje ewentualne
nowe miejsce pracy.
Nigdy nie byłem na Kapuściskach, pojechałem na rekonesans i
zastałem nie otynkowany budynek z wielkiej płyty, bez
ogrodzenia,- stojący w polu, przed głównym wejście do budynku
szkoły – pole orne i zamieszkałe chatki wiejskie, - dojście do
szkoły od lasku, pomiędzy altankami likwidowanych ogródków
i przez podwórka kilku zabudowań gospodarskich,- bez boiska i
terenów rekreacyjnych, budowla sali gimnastycznej na
ukończeniu,- woźny mieszka kątem w części piwnicznej szkoły,
gdzie projekt budowy przewiduje szatnię uczniowską,- miejsce na
budynek mieszkalny dla woźnego i kierownika szkoły – wytyczone,
ale w planie za 2 lata.
Według planów budowlanych zorientowałem się, że jest to jeden z
pięciu budynków szkolnych, które rozstawiono
w skrajnych
dzielnicach miasta jako miejsce ewakuacyjne w razie zagrożenia
wojennego (W latach 1959 – 1960 – 1961 w Bydgoszczy na
peryferiach miasta były one częścią ówczesnej polityki "zimnej
wojny" i przygotowań do walki z imperializmem – szybko można by
je przemienić na tymczasowy pobyt uchodźców lub nawet szpitale
polowe - pozostałe do dnia dzisiejszego wgłębienia w drzwiach do
każdej sali lekcyjnej pozwalają na szybki montaż drzwi
wahadłowych). Po tych obserwacjach
i rozmowach z woźnym Czesławem Maciejewskim oraz oddzielnie z
panią Haliną Ziomkiewicz (zastępcą kierownika szkoły) miałem
duże wątpliwości, czy przyjąć propozycję
i w przyszłości stać się obok kierowania szkołą – budowniczym
i ewentualnie nawet komisarzem obiektu wojennego !
Owe wątpliwości przedstawiłem mojemu kierownikowi SP. 8
Stanisławowi Lisewskiemu (przedwojennemu nauczycielowi). Ten
gorąco mnie namawiał
i przekonywał, że jest to szansa usamodzielnienia się,
rozpoczęcia drogi awansu, a wojny nie będzie!
Po konsultacjach
domowych zgodziłem się, chociaż zdawałem sobie sprawę, że przede
mną:
- godzinny dojazd do pracy (mieszkałem na Osiedlu Leśnym
naprzeciw obecnego stadionu „Zawisza”) - dojazd tramwajem nr 10
do Babiej Wsi, tam przesiadka na tramwaj nr 8 z podjazdem na
Kapuściska (1 tor – długie oczekiwanie),

Poniżej linia tramwajowa między dzisiejszymi ulicami:
Toruńską, a Wojska Polskiego
- starania o przyspieszenie budowy sali gimnastycznej, a
zwłaszcza budynku mieszkalnego (by jak najszybciej opróżnić
część piwniczną na szatnię),
- przeprowadzenie istniejących jeszcze zabudowań, aby móc
zorganizować budowę boiska szkolnego - doprowadzenie do
ogrodzenia szkoły i wytyczenia drogi,
- organizacja dojścia do szkoły od strony głównej ulicy, bo
szkoła wówczas miałaby adres ul. Władysława Bełzy 82 (gdyż ul.
Samotną stopniowo likwidowano),
- podjęcie próby zniwelowania negatywnych opinii o szkole ze
strony rodziców
i społeczności osiedlowej,
- zjednanie sobie grona nauczycielskiego (wśród nich było dwóch
chętnych na funkcję kierownika, a mianowano kogoś z zewnątrz).

3 marca 1964 roku protokólarnie przejąłem szkołę z licznymi
brakami.
I to zdjęcie wykonane właśnie w dniu 3 marca.
Udało się ! Przez okres mojego kierowania szkołą wiele się
zmieniło: ukończono wszelkie budowy, wytyczono drogi, powstały
boiska i tereny rekreacyjne, nadano szkole imię.

Obok jedna z pierwszych klas naszej szkoły.
... ale to już zupełnie inny temat ...
Mieczysław Hojan
|
| |
___________________________________________________________________________________ |
| |
"Droga do szkoły"
„DOOKOŁA ŚWIATA PO ZIEMI BYDGOSKIEJ”
Minęło już wiele czasu, kiedy oficjalnie pożegnałem Szkołę
Podstawową nr 46 w Bydgoszczy. Jednak raz po raz wspominam
niektóre tu przeżyte chwile. Oto kilka z tych wspominanych
wydarzeń sprzed około czterdziestu lat:
Zespół szkolny na rajdzie
„DOOKOŁA ŚWIATA PO ZIEMI BYDGOSKIEJ”
Wśród sojuszników szkoły znalazło się również TOWARZYSTWO
PRZYJACIÓŁ DZIECI. Zaczęło się od założenia koła środowiskowego
TPD przy szkole. Kołem kierował bibliotekarz szkolny pan Białoń,
który kiedyś na zebraniu miejskim pochwalił się, że szkoła ma
dobry chór. Na skutek tego Zarząd Okręgowy TPD zwrócił się do
mnie
z prośbą o utworzenie zespołu wokalnego, którego
działalność TPD sfinansuje, w zamian za to od czasu do czasu
dzieci będą występowały na imprezach tepedowskich. Po miesiącu
zespól już istniał, dziewczęta ubrano w ciemnozielone sukienki,
żółte chusty i emblematy TPD. Zespół prowadziła nauczycielka
muzyki pani Nowakowska (Lewandowska)
W repertuarze znalazły się piosenki dziecięce, ludowe i
patriotyczne oraz ówcześnie popularne pozycje zespołów
„Filipinki” i „Gawęda”.
W roku 1965 z okazji Międzynarodowego Dnia Dziecka TPD wspólnie
z harcerstwem zorganizowało atrakcyjną imprezę dzieci z miasta
dla dzieci wsi.
29 maja, kiedy zaszło już słońce i mrok krył sąsiednie jezioro,
kilka zespołów zasiadło przy ognisku, które zapłonęło wśród ruin
zamczyska Wenecji koło Żnina. Tu rozpoczęła się impreza na którą
zaproszono
i nasz zespół wokalny – 9 dziewcząt, pani nauczycielka
prowadząca
i ja (którego wyznaczono do współorganizacji całego
przedsięwzięcia.).
Po biwakowej atrakcji pod namiotami, następnego dnia zespoły
ruszyły na trzy trasy, odwiedzając po drodze młodych mieszkańców
pałuckich miejscowości o niezwykłych nazwach. Nam przypadły
występy w Rzymie, Tokio
i Paryżu – wszystko w zasięgu trzech
powiatów naszego województwa. (Były też inne miejscowości jak
Ameryka, Bagdad i tp, myśmy tam nie dotarli). Jeżdżąc naszym
busem, oprócz wyznaczonych miejsc, zatrzymywaliśmy się
w
niektórych w szkołach = w Gąsawie, Rogowie i Rynarzewie. Tam
także śpiewaliśmy.
Wszędzie na nas czekały nie tylko dzieci, ale też młodzież i
dorośli mieszkańcy, którzy chętnie przedstawiali nam życie i
legendy owych małych miejscowości o światowych nazwach. Tak to
nasz szkolny zespół w ciągu trzech dni odbył podróż bez wiz i
paszportów, marząc
o odwiedzeniu kiedyś tych głośnych stolic. Wieczorami namioty
rozbrzmiewały rozmowami naszych dziewcząt,
które odkrywały swoje
fantazje, jak czułyby się w prawdziwym Rzymie lub Paryżu.
Dla nas wszystkich : uczniów i nauczycieli, owe wędrówki były
wspaniałą przygodą, dostarczały wiele rozrywki i przyjemnych
wrażeń.
W dwa dni po powrocie, nasz zespół zaprosił przewodniczący
Prezydium WRN (wojewoda) na uroczyste przyjęcie, podczas którego
zebranym władzom wojewódzkim mogliśmy zaprezentować najciekawsze
pozycje naszego programu artystycznego. Stamtąd przywieźliśmy
dla szkoły
i każdej wykonawczyni miłe pamiątki.
Mieczysław Hojanwspominam niektóre tu przeżyte chwile. Oto kilka
z tych wspominanych wydarzeń sprzed około czterdziestu lat:
Budynek Szkoły Podstawowej nr 46 był jednym z pierwszych,
początkujących trzecią część osiedla Kapuściska.
Gdy pod lasem
wybudowano szkołę, między nią o główną ulicą rosło zboże. Z
jednego i drugiego boku szkoły były ścieżki, stanowiące
równocześnie miedzę pomiędzy poszczególnymi właścicielami.
Ale czyżby koniecznie trzeba było chodzić tylko wyznaczonymi
drogami? Uczniowie, którzy co dopiero zamieszkali po drugiej
stronie ulicy, lubili sobie skracać drogę – zwłaszcza gdy w
oddali właśnie usłyszeli dzwonek na lekcję. Przecież zimą to
była tylko połać zaśnieżonej ziemi. A, że tam jesienią gospodarz
coś już zasiał i wdeptywało się ziarno niszcząc czyjąś własność
– to tylko właściciela obchodziło.
Łatwo się domyśleć, że raz po raz w kierownictwie szkoły i u
nauczycieli interweniowali poszkodowani. Odbywały się specjalne
apele szkolne, podczas których tłumaczono, prosili też
gospodarze, ale po jakimś czasie znów afera – wydeptano ścieżkę
na samym środku pola.
Tak to było przez około półtora roku, aż wreszcie po moich
interwencjach władze miasta zaczęły wykupywać okoliczne tereny
i powoli niektóre chatki opustoszały lub były rozbierane. Rok
szkolny 1964 / 65 rozpoczęliśmy już z wolnym widokiem na główną
ulicę. Ale szybko słoty jesienne przekonały mnie, że to nie
koniec problemu „drogi do szkoły”. – po prostu jej nie było. Już
po drobnym deszczu mieliśmy dużą przestrzeń błota przed szkołą –
grzęzawisko. Chociaż pilnowali dyżurni, by ci z obłoconymi
butami je dokładnie oczyszczali i tak wciąż korytarze szkolne
wymagały ciągłego zamiatania i nie tylko.
Z czasem udało się pozyskać z „Zachemu” żużel poprodukcyjny.
Nawieziono go zwały środkiem pola, a uczniowie wraz rodzicami
rozsypali, przygotowując utwardzoną drogę. Jeszcze budowlani
przysłali walec, który wygładził pas mający stanowić „drogę do
szkoły”. Dawniejsza pulchna ziemia orna szybko wchłaniała
codziennie udeptywaną drogę. Zimę jakoś przeżyliśmy, ale błocko
wiosennych roztopów dało się znów we znaki szkolnym podłogom.
Wielokrotnie prosiłem u władz miasta i osiedla o przyspieszenie
utwardzenia dojścia do szkoły. Aż wreszcie pewnego dnia
zapowiedział się z wizyta u nas inspektor szkolny - właśnie
sączył deszczyk, samochód trzeba było zostawić przy głównej
ulicy i przemaszerować owe kilkanaście metrów naszą „drogą do
szkoły”.
Skutek piorunujący ! Po kilku dniach było u mnie dwóch
inżynierów, uzgadniali co najpilniejsze, jak ułatwić dzieciom
docieranie suchą nogą do szkoły. Co prawda, nim wykonano
ostateczną robotę, jeszcze jakiś czas trwały przygotowania,
zwożenie materiałów – ale wiedzieliśmy, że już tuż tuż i będzie
można było godziwie przejść.
Od tamtego czasu jeszcze dwukrotnie zmieniano koncepcję
zagospodarowania przestrzeni przed szkołą w kierunku głównej
ulicy, ale pierwszą „drogę do szkoły” zbudowano, gdy
przedstawiciel władz miasta pobrudził sobie lakierki.
Mieczysław Hojan
|
| |
___________________________________________________________________________________ |
| |
Przeczytane w gazetce „PROCA SZKOLNA"
Minęło już wiele czasu, kiedy oficjalnie pożegnałem Szkołę
Podstawową nr 46 w Bydgoszczy. Jednak raz po raz wspominam
niektóre tu przeżyte chwile. Oto kilka z tych wspominanych
wydarzeń sprzed około czterdziestu lat:
Po pół roku istnienia nowej szkoły klasowe samorządy uczniowskie
wyłoniły samorząd ogólnoszkolny. Niestety nie mogę sobie
przypomnieć która z pań nauczycielek została jego opiekunką,
chociaż działo to się już z moim udziałem. Ale na pewno była to
bardzo energiczna i zaangażowana osoba. W marcu 1964 r. na
bocznej ścianie holu na I. piętrze pojawila się duża tablica, a
na jej połowie gazetka ścienna zatytułowana „PROCA SZKOLNA”. Po
prostu dużymi literami przypięty tytuł, a pod nim estetycznie
porozwieszane kartki z ładnie wypisanymi tekstami.
Teksty wymieniały się dość często, a właściwie wciąż coś tam
zmieniano, dowieszano. Gruntowna wymiana tekstów następowała co
2 tygodnie. Oto niektóre informacje, z którymi „Proca szkolna”
docierała do społeczności uczniowskiej, a ja sobie przypomniałem
:
1) Po roku działania szkoły ciągle jeszcze uzupełniano
inwestycje,
a oficjalne wykonanie infrastruktury otoczenia szkoły po prostu
skreślono z planu. Jednak uczniowie i nauczyciele, jak i rodzice
chcieli, by wokół szkoły było ładnie. Toteż Rada Pedagogiczna
wspólnie z Komitetem Rodzicielskim zaapelowali do uczniów, by
razem przeprowadzić prace porządkowe.
Budowlani swoim sprzętem wykopali duży dół, na wysokości
dzisiejszych garaży powstał dość rozległy lej.
Po lekcjach do
niego znoszono
i wrzucano porozbijane płyty budowlane, szereg worków z
stwardniałym cementem, najróżniejsze inne przedmioty leżące w
obrębie szkoły. Redaktorzy „Proce szkolnej”, uczestnicząc
czynnie w pracach, dokonywali dogłębnych obserwacji. Toteż w
czasie akcji porządkowej codziennie pojawiały się notatki z
pochwałami, ale i upomnienia
w stosunku do tych, którzy się nie
kwapili lub ociągali się w pracach. Gdy organizatorzy uznali
prace za zakończoną, w „Procy” znalazły się nawet zdjęcia
„najpilniejszych pracusiów”.
2) Gdy zniknął bałagan wokół szkoły – harcerze na łamach „Procy
szkolnej” zwrócili się z wezwaniem do wszystkich uczniów :
„Zazielenimy otoczenie naszej szkoły !” Panie nauczycielki,
prowadzące drużyny harcerskie druhny Rejmanowska i Liśkiewicz
postarały się
o sadzonki w pobliskim leśnictwie.
Dla porządku organizacyjnego w „Procy szkolnej” ogłoszono
kolejność podjęcia prac. Przy nadzorze leśniczego
i nauczycieli
wzdłuż nowo postawionego ogrodzenia jesienią wysadzono krzewy, a
następnie wiosną - drzewa. „Proca” przestawiała zdjęciach
najpilniejszych „sadowników”. A, że było co chwalić – można się
dzisiaj przekonać, wszak dowodem są dorodne krzewy i drzewa
okalające szkołę.
3) Z inicjatywy nauczyciela wf pana Łukomskiego w ramach „Procy
szkolnej” wytyczono kącik sportowy. Tam propagowano wszystkie
możliwe zawody sportowe, w których nasi uczniowie mogliby
uczestniczyć. Oczywiście pojawiały się relacje z przebiegu tych
imprez,
a zwłaszcza prezentowano nasze szkolne sukcesy. Obszernie
opisano
w 1964 r. nasze III miejsce w Bydgoszczy w zawodach łyżwiarskich
o „Złoty krążek”, a w 1965 r. masowe zdobywanie odznaki „Już
pływam”. Niewątpliwie dumni byli ci, którzy zobaczyli siebie na
zdjęciach w gazetce szkolnej.
Powodzenie „Procy szkolnej” było tak duże, że samorządy szkolne
domagały się opracowania powielanej gazetki szkolnej – chociaż
po
1 egzemplarzu dla każdej klasy. Niestety papier był wówczas
reglamentowany
i nic z tego nie wyszło. Nadal trzeba było „sterczeć” na holu i
próbować doczytać się podczas przerw lub po lekcjach.
Mieczysław Hojan
|
| |
___________________________________________________________________________________ |
| |
„DOOKOŁA ŚWIATA PO ZIEMI BYDGOSKIEJ”
Minęło już wiele czasu, kiedy oficjalnie pożegnałem Szkołę
Podstawową nr 46 w Bydgoszczy. Jednak raz po raz wspominam
niektóre tu przeżyte chwile. Oto kilka z tych wspominanych
wydarzeń sprzed około czterdziestu lat:
Zespół szkolny na rajdzie
„DOOKOŁA ŚWIATA PO ZIEMI BYDGOSKIEJ”
Wśród sojuszników szkoły znalazło się również TOWARZYSTWO
PRZYJACIÓŁ DZIECI. Zaczęło się od założenia koła środowiskowego
TPD przy szkole. Kołem kierował bibliotekarz szkolny pan Białoń,
który kiedyś na zebraniu miejskim pochwalił się, że szkoła ma
dobry chór. Na skutek tego Zarząd Okręgowy TPD zwrócił się do
mnie
z prośbą o utworzenie zespołu wokalnego, którego
działalność TPD sfinansuje, w zamian za to od czasu do czasu
dzieci będą występowały na imprezach tepedowskich. Po miesiącu
zespól już istniał, dziewczęta ubrano w ciemnozielone sukienki,
żółte chusty i emblematy TPD. Zespół prowadziła nauczycielka
muzyki pani Nowakowska (Lewandowska)
W repertuarze znalazły się piosenki dziecięce, ludowe i
patriotyczne oraz ówcześnie popularne pozycje zespołów
„Filipinki” i „Gawęda”.
W roku 1965 z okazji Międzynarodowego Dnia Dziecka TPD wspólnie
z harcerstwem zorganizowało atrakcyjną imprezę dzieci z miasta
dla dzieci wsi.
29 maja, kiedy zaszło już słońce i mrok krył sąsiednie jezioro,
kilka zespołów zasiadło przy ognisku, które zapłonęło wśród ruin
zamczyska Wenecji koło Żnina. Tu rozpoczęła się impreza na którą
zaproszono
i nasz zespół wokalny – 9 dziewcząt, pani nauczycielka
prowadząca
i ja (którego wyznaczono do współorganizacji całego
przedsięwzięcia.).
Po biwakowej atrakcji pod namiotami, następnego dnia zespoły
ruszyły na trzy trasy, odwiedzając po drodze młodych mieszkańców
pałuckich miejscowości o niezwykłych nazwach. Nam przypadły
występy w Rzymie, Tokio
i Paryżu – wszystko w zasięgu trzech
powiatów naszego województwa. (Były też inne miejscowości jak
Ameryka, Bagdad i tp, myśmy tam nie dotarli). Jeżdżąc naszym
busem, oprócz wyznaczonych miejsc, zatrzymywaliśmy się
w
niektórych w szkołach = w Gąsawie, Rogowie i Rynarzewie. Tam
także śpiewaliśmy.
Wszędzie na nas czekały nie tylko dzieci, ale też młodzież i
dorośli mieszkańcy, którzy chętnie przedstawiali nam życie i
legendy owych małych miejscowości o światowych nazwach. Tak to
nasz szkolny zespół w ciągu trzech dni odbył podróż bez wiz i
paszportów, marząc
o odwiedzeniu kiedyś tych głośnych stolic. Wieczorami namioty
rozbrzmiewały rozmowami naszych dziewcząt, które odkrywały swoje
fantazje, jak czułyby się w prawdziwym Rzymie lub Paryżu.
Dla nas wszystkich : uczniów i nauczycieli, owe wędrówki były
wspaniałą przygodą, dostarczały wiele rozrywki
i przyjemnych
wrażeń.
W dwa dni po powrocie, nasz zespół zaprosił przewodniczący
Prezydium WRN (wojewoda) na uroczyste przyjęcie, podczas którego
zebranym władzom wojewódzkim mogliśmy zaprezentować najciekawsze
pozycje naszego programu artystycznego. Stamtąd przywieźliśmy
dla szkoły
i każdej wykonawczyni miłe pamiątki.
Mieczysław Hojan
|
|
___________________________________________________________________________________ |
| |
FILATELIŚCI
Minęło już wiele czasu, kiedy oficjalnie pożegnałem Szkołę
Podstawową nr 46 w Bydgoszczy. Jednak raz po raz wspominam
niektóre tu przeżyte chwile. Oto kilka z tych wspominanych
wydarzeń sprzed około czterdziestu lat:
W maju 1965 r. podczas obowiązkowych obchodów w szkole „Dni
Książki, Oświaty i Kultury” wystawiłem swój zbiór pn.: „Dziecko
na znaczkach”. Ekspozycja cieszyła się ogromnym
zainteresowaniem. Wobec tego w roku szkolnym 1965/66
zaproponowałem prowadzenie niektórych zajęć w świetlicy szkolnej
w oparciu o znaczki pocztowe. Przychodziło sporo uczniów, nawet
ci którzy nie byli stałymi uczestnikami zajęć świetlicowych i
żywo reagowali na przedstawiane zestawy znaczków. Sami
przynosili swoje klasery lub zbiory wklejane do zeszytów.
Po dziewięciu latach przerwy w moich kontaktach ze szkołą nr 46,
zwróciłem się do Pani Dyrektor Barbary Wachowskiej z propozycją
zorganizowania uczniowskiego koła filatelistycznego w ramach
zajęć pozalekcyjnych tej szkoły. Otrzymałem zgodę i przez 6 lat
popołudniami przynajmniej raz w tygodniu kółko filatelistyczne
spotykało się
w wyznaczonym pomieszczeniu.
Zaczęło się od dwunastu chętnych na pierwszym spotkaniu,
stopniowo przybywało nam „zbieraczy znaczków i kart pocztowych”.
Na kolejnych spotkaniach systematycznie zapoznawali się z
walorami filatelistycznymi, emisją znaczków pocztowych i
historią znaczka polskiego.
Mieli możliwość nabycia zestawów znaczków polskich i
zagranicznych. Wreszcie nauczyli się metody zbierania,
zdobywania walorów tematycznych i budowania zbiorów
tematycznych. Gdy rozeszła się fama o przygotowywaniu zbiorów na
wystawy pozaszkolne, lawinowo przybywało członków koła, które
już po roku zarejestrowało się
w Polskim Związku Filatelistycznym i tym samym korzystało z
pewnych przywilejów (np. bezpłatne zestawy abonamentowe dla
członków, darowane klasery, zachęty do ekspozycji na wystawach w
kraju itp.)
Z roku na rok przybywało i ubywało filatelistów. W kole byli
początkujący
i zaawansowani. Dla tych pierwszych trzeba było wracać do
wstępnych problemów zbieractwa i poprzez gry i zagadki
filatelistyczne zwiększać ich umiejętności. Aby „wybitni
filateliści” się nie nudzili, dla nich zacząłem organizować
oddzielne spotkania. Dyrekcja wyraziła zgodę. Mogliśmy
2 razy w tygodniu odbywać spotkania i nawet znacznie przedłużać
pobyt w szkole. Dzięki temu utworzyła się grupka uczniów
„zapalonych” filatelistów. To oni z walorów kółka i własnych
opracowywali zbiory wystawowe, które eksponowaliśmy na imprezach
szkolnych, miejskich
a nawet okręgowych i krajowych. To oni brali udział w
festiwalach
i konkursach wiedzy filatelistycznej, zdobywając wyróżnienia i
nagrody dla siebie i szkoły.
Podsumowując efekty takiej pracy, chciałbym wymienić nasze
zbiory wystawowe, które wyróżniali specjaliści z PZF:
- Z historii Niepodległej Polski ( wraz ze znaczkami
przedwojennymi)
- Polska – nasza Ojczyzna (miasta i regiony)
- Dzieje orężem pisane (bitwy, zwycięstwa, bojownicy, dowódcy)
- Bydgoszcz i okolice (znaczki, karty pocztowe, stemple)
- Wśród przyjaciół (organizacje, stowarzyszenia młodzieżowe
świata, festiwale, zjazdy)
- O zuchach i harcerzach ZHP ( uzupełnione o znaczki skautowe)
- Nigdy więcej wojny (znaczki różnych krajów o walce o pokój)
- Słynni Polacy na znaczkach (królowie, wodzowie, naukowcy,
artyści, nauczyciele ...)
- Świat bajek i fantazji (ilustracje bajek, legend, opowieści)
W co trudno aż uwierzyć, dopiero w czerwcu 1991 roku koło
filatelistyczne zakończyło swoją działalność.
Mieczysław Hojan
___________________________________________________________________________________
|
|